Czwarta fala nadchodzi

Kornelia Polok i Roman Zieliński

Coraz częściej pojawiają się pytania o wariant delta koronawirusa, a politycy wieszczą czwartą falę zachorowań.

Koronawirusy, w tym SARS-CoV-2, są wirusami szybko mutującymi, z częstością jedna mutacja na 100 tys. – 1 mln podziałów. To jest dużo, gdyż wirus mnoży się bardzo szybko. W efekcie wirus, który nas zakaża to mieszanina genotypów z jednym dominującym. Po zakażeniu mutacje dalej zachodzą u osoby zakażonej (prawdziwie zakażonej, a nie jedynie z plus PCR). W efekcie każda zakażona osoba ma inne spektrum genotypów wirusa (tzw. quasigatunki). Obecnie w bazie danych GISAID jest około 200 tys. mutacji SARS-CoV-2. Delta, podobnie jak wariant brytyjski, to jedna z wielu zmutowanych form. Powstawanie tych wariantów jest naturalną cechą wirusa. Wirus musi mutować żeby istnieć. Jeżeli pierwsze przypadki wirusa były w Wuhan, to nim wirus dotarł do Europy czy USA, zdążył się już znacznie zmienić. Dlatego tworzenie „szczepionki” na wirusa z Wuhan nie miało biologicznego uzasadnienia. Dla porównania, szczepionka przeciw grypie to mieszanka kliku szczepów, które dominują w Azji (tam rozpoczyna się obieg wirusów), w części z nich wprowadzane są zmiany aby szczepionka chroniła przed przyszłymi mutacjami. Szczepionka przeciwko grypie inicjowała wytworzenie  całego spektrum przeciwciał, natomiast „szczepionka” przeciwko COVID-19 – inicjuje tylko jeden typ przeciwciał.

Wśród mutacji SARS-CoV-2 są takie, które mogą zmienić powinowactwo do receptorów i dzięki temu być bardziej zaraźliwe, czyli szybciej się rozprzestrzeniać. Nie mniej jednak należy między bajki włożyć pomysł, że forma bardziej zakaźna jest jednocześnie bardziej zjadliwa. Wprawdzie można wypromować bardziej zjadliwą formę na skutek selekcji genotypów poprzez stosowanie antybiotyków lub szczepień (tak było u kur), ale nawet wówczas narażona jest określona grupa np. młode osobniki, które nie zdążyły nabyć chociażby odporności krzyżowej. Jednakże generalnie, jeżeli coś jest bardziej zjadliwe to nie rozprzestrzenia się szybko, gdyż ginie wraz ze swoim żywicielem.  To dlatego przeziębienia są powszechne, a zakażenia Ebola ograniczone obszarowo. Wariant delta nie wywołuje większej śmiertelności, ale oczywiście może być bardziej zaraźliwy. Tyle, że jeżeli nie mamy objawów, a stwierdzamy go jedynie w teście PCR, to nie ma to znaczenia. Jest to kolejne wcielenie sezonowego wirusa podobnie jak to jest w przypadku wirusów grypy. Tym samym lamenty o wariancie delta bardziej wyglądają na sprawę polityczną lub ekonomiczną – chodzi o zachęcenie do szczepienia.

I tu się pojawia następny problem. Wariant delta ma mutację w białku S, na które są celowane „szczepionki”. Ponieważ „szczepionki” mają bardzo wąskie spektrum działania (jeden antygen), to osoby zaszczepione mogą nie być odporne na ten wariant (chyba, że mają wcześniejszą odporność krzyżową). Natomiast ozdrowieńcy raczej będą odporni, gdyż reakcja immunologiczna dotyczy 20-30 białek wirusa. Nawet jeżeli komórki nie rozpoznają zmienionego białka S, to rozpoznają białko N, orf i inne i dojdzie do odpowiedzi immunologicznej – wariant zostanie unieszkodliwiony. Wiadomo także, że w przypadku SARS-CoV-2 występuje reakcja krzyżowa (heterologiczna) z przeciwciałami odnośnie wirusa grypy i innych koronawirusów. Tym samym duża część populacji może być odporna.

Należy spodziewać się wzrostu zakażeń w okresie jesienno-zimowym – jak każdego roku w klimacie umiarkowanym. Dlatego politykom łatwo ogłaszać kolejne fale, gdyż wiadomo, że będą. Kiedyś to nazywało się sezonowością wirusów. Dzisiaj tworzy się falę, pandemię przeziębień, zamyka ludzi w domach, co jeszcze pogarsza sytuację, gdyż wirusy układu oddechowego częściej zarażają  w suchym powietrzu, jakie mamy w domach. Wynika to z fizyki nanocząstek, którymi są wirusy. W suchym powietrzu unoszą się i wnikają do naszego układu  oddechowego. Jeżeli mamy osłabioną odporność to wywołują objawy. Jeżeli na niewielkiej przestrzeni znajduje się wiele osób, które są zakażone, to w pomieszczeniu może się tych wirusów unosić całkiem sporo. Dlatego stosuje się rożne systemy wentylacji. Zakładanie masek to próba przerzucenia odpowiedzialności na ludzi za brak przygotowania pomieszczeń do dużej liczby osób. Natomiast na zewnątrz, niezależnie od pogody, prawdopodobieństwo zakażenia maleje, gdyż wirusy rozpraszają się i ich stężenie w naszym otoczeniu bardzo spada. Tak jest zimą. Latem jest duża wilgotność i mikrocząstki z wirusami szybko łączą się w większe krople, które opadają na ziemię i przestają stanowić zagrożenie. Z tego wynika sezonowość wirusów wywołujących choroby górnych dróg oddechowych. Oczywiście do tego dochodzi wykluczanie się niektórych gatunków, chociaż koronawirusy na ogół występują z wirusem grypy, dlatego „zniknięcie” tego ostatniego jest biologicznie nieuzasadnione. Chyba, że chodziło o koniec okresu patentowego na szczepionkę przeciw grypie i zamianę jej na Covida.

W warunkach suchego powietrza nic nie dadzą maseczki (mamy na to liczne metaanalizy), bo wirusy są mniejsze niż pory, maseczka nigdy dokładnie nie przylega, nie zasłaniamy oczu i uszu – a to też drogi wejścia. Aby chronić się należałoby ubrać maskę typu bojowego (jak niegdyś PEGAZ), a i ona działa tak długo jak sprawny jest filtr! Oczywiście przy długim noszeniu popadlibyśmy w problem sterylizacji – nasz układ immunologiczny oduczyłby się reagowania na patogeny i po ponownym zetknięciu z nimi mogłoby dojść do poważnego przebiegu choroby lub mogłaby powstać reakcja autoimmunologiczna. Układ immunologiczny musi być trenowany podobnie jak np. mięśnie. Bez tego traci swoją rolę ochronną i stajemy się podatni na zakażenia. Prawdą jest, że choroby współistniejące obniżają odporność, że może się ona pogarszać z wiekiem, prawdą jest, że zakażenie wirusowe czy bakteryjne  może być przysłowiowym gwoździem do trumny. Jednakże jedyną skuteczną metodą jest dbałość o układ immunologiczny, a nie pigułki i zastrzyki. Osoby starsze powinny być zachęcane do ruchu, kontaktów, bo te kontakty z dziećmi to nic innego jak „dawka przypominająca”. Tylko, że kto zarobi na zdrowym stylu życia!

Reasumując wariant delta jest jednym z wielu wariantów szybko mutującego wirusa. Może stanowić pewien problem dla szczepionki, gdyż mutacje są w białku S, ale generalnie nie powinien stanowić większego zagrożenia dla populacji. Czwarta fala to nic innego jak jesienno-zimowy szczyt przeziębień, z którym mamy do czynienia każdego roku. Jeżeli rządy ogłoszą czwartą falę to moim zdaniem będzie to decyzja biznesowo-polityczna. Należy pamiętać, że firmy farmaceutyczne mają swoje kanały dystrybucji dzięki którym rozpowszechniają swoją ideologię i mają środki, które pozwalają im skutecznie lobbować. Z tzw. medycynizmem mamy do czynienia już od wielu lat, gdy firmy wymyślały choroby i pigułki na nie. Sprawa cholesterolu jest szeroko opisywana w prasie naukowej – generalnie nie ma zależności między poziomem cholesterolu a podatnością na zawały serca! Inne przykłady to viagra używana na depresję, a potem na leczenie zaburzeń erekcji, wymyślony ostatnio zespół niespokojnych nóg, czy nadmuchanie problemów menopauzalnych i proponowanie hormonalnej terapii zastępczej, która zwiększa ryzyko nowotworów. A w większości przypadków wystarczy odpowiednia dieta (np. udział strączkowych, masła i smalcu z umiarem, ziół etc). Znowu dotykamy problemu ekonomicznego. Kto na tym zarobi! Wszystko byłoby OK, gdyby nie presja i przymus, Chcesz łykać pigułki – Twój wybór. Chcesz stronić od lekarza i pigułek – też Twoja sprawa.

Niestety, mamy do czynienia z terrorem polityczno-medialnym wspieranym przez całe rzesze społeczne, które uzurpują sobie prawo do decydowania o tym, co jest dla mnie dobre. I będzie to trwało tak długo dopóki ludzie na to będą pozwalać. Jak powiedział w przemówieniu w styczniu 2020 r. Marian Turski: „Aushwitz nie spadł z nieba. On dreptał i zbliżał się małymi krokami. A zaczęło się od zakazu siadania na ławkach w parku…”

Podobne artykuły