Dragi i wojna

54,00 

Kupując w naszym sklepie wspieracie Państwo Fundację Ordo Medicus.

Kategoria:

Spis treści

Wstęp        ……………………………………………………………………………… 9

 

Księga I – Narkotyki………………………………………………………………….. 18

Część I – Opiaty………………………………………………………………… 19

Rozdział I – Opium…………………………………………………………….. 19

Rozdział II – Morfina………………………………………………………….. 39

Rozdział III – Heroina…………………………………………………………. 55

 

Część II – Psychostymulanty………………………………………………… 85

Amfetamina i jej pochodne…………………………………………………… 85

 

Część III – Kokaina i crack…………………………………………………. 122

Rozdział I – Kokaina…………………………………………………………. 122

Rozdział II – Crack…………………………………………………………… 207

 

Część IV – Kanabinole……………………………………………………….. 214

Rozdział I – Marihuana……………………………………………………… 214

Rozdział II – Haszysz………………………………………………………… 249

 

Część V – Halucynogeny…………………………………………………….. 269

Rozdział I – LSD………………………………………………………………. 269

Rozdział II – Skopolamina, peyotl (meskalina) ………………………… 335

Rozdział III – Grzyby halucynogenne……………………………………. 361

 

Część VI – Środki lotne………………………………………………………. 375

 

Księga II – Substancje legalne……………………………………………………… 380

Część I – Nikotyna……………………………………………………………. 380

Część II – Alkohol…………………………………………………………….. 390

Część III – Leki nasenne i uspokajające………………………………… 437

 

Indeks nazwisk……………………………………………………………………….. 444

Wstęp

Narkotyki towarzyszą człowiekowi od początku cywilizacji, a może jeszcze dłużej. Mity i legendy różnych narodów, a także materiały historyczne dostarczają informacji, z których jednoznacznie wynika odwieczna potrzeba ucieczki na „tamtą stronę realności”. Cała historia ludzkości dowodzi zresztą istniejącej „od zawsze” chęci ucieczki w świat raju. Tam, gdzie wyobrażana sobie rzeczywistość odbierana jest jako przeżywanie permanentnego zadowolenia i szczęścia.

Temat substancji, które leczą, przynoszą zapomnienie, bądź też dostarczają siły i energii powtarza się jako archetyp we wszystkich kulturach i okresach historii.

Narkotyki są obecne zarówno w kulturach klasycznych i nowoczesnych cywilizacjach, jak i wśród prymitywnych narodów od północnych tundr do równikowych dżungli, co jest wyrazem odwiecznych dążeń człowieka do przezwyciężenia swojej bezsilności i znalezienia się, chociaż na krótko, w krainie, która istnieje tylko w marzeniach – twierdzi Stevan P. Petrovič, autor książki Narkotyki i człowiek. – Niestety iluzja trwa krótko, a przebudzenie wywołuje jeszcze większy ból i jeszcze bardziej męczące uczucie obcości.

Narkotyki fascynują i zawsze fascynowały. Zmieniają odczuwanie rzeczywistości. Ożywiają wyobraźnię, wprowadzają w stan zawieszenia między snem a jawą, przenoszą w nieistniejące światy. Przynoszą ulgę i zapomnienie. Zdaniem angielskiego pisarza i poety Aldousa Huxleya, normalnie odczuwamy i postrzegamy świat ograniczony, pozbawiony wielu informacji; narkotyki zaś otwierają nam „wrota percepcji”. Od tysięcy lat ludzkość używała zatem środków odurzających do zmieniania stanów świadomości, wyszukując wszelkie naturalnie występujące substancje, które można by w tym celu wykorzystać.

Mówiąc o narkotykach, pamiętać jednak należy, że pojęcie to jest konstrukcją prawno-polityczno-kulturową powstałą stosunkowo niedawno, bo w czasie I wojny światowej. Dopiero mniej więcej w tym okresie bowiem w Stanach Zjednoczonych przyjęto The Harrison Narcotics Tax Act, a w Wielkiej Brytanii Defense of the Realm Act. Natomiast dopiero w drugiej dekadzie XX wieku zaczęto wyodrębniać środki psychoaktywne spośród innych substancji codziennego użycia.

Narkotyki (od greckiego narkōtikós, co znaczy „oszałamiający”), to według Słownika języka polskiego PWN:

„…potoczna nazwa niektórych środków uzależniających  obecnie stosowana w kontekście prawnym (nie w znaczeniu medycznym, a zwłaszcza farmakologicznym) na określenie różnych substancji wywołujących różnego typu uzależnienia, np. kokainizm, morfinizm, lekomania, nazywanych ogólnie narkomanią. Dawniej nazwa „narkotyki” odnosiła się do każdej substancji wywołującej sen, następnie używano jej na określenie środków uzależniających o działaniu depresyjnym na układ nerwowy, a w znaczeniu bardziej ścisłym na określenie silnych narkotycznych leków przeciwbólowych, jak morfina, pentazocyna i inne opioidy. W kontekście prawnym nazwa narkotyki odnosi się do wszystkich substancji wywołujących uzależnienie (opioidy, haszysz, środki psychostymulujące, takie jak kokaina, amfetamina i jej pochodne, środki halucynogenne, np. meskalina, LSD i in.), których produkcja i nielegalny handel są zwalczane przez prawo międzynarodowe. Wśród narkotyków zaczyna się rozróżniać (ze względu na potencjał uzależniający oraz następstwa medyczne i społeczne) narkotyki silniejsze, tzw. twarde (np. opioidy, kokaina, amfetamina), i łagodniejsze, tzw. miękkie (np. przetwory konopi, jak marihuana, haszysz); podział ten ma wielu zwolenników, budzi jednak liczne kontrowersje i wątpliwości”.

Przed epoką „wielkich odkryć geograficznych”, w okresie od XI do XVI stulecia, narkotyki były w Europie prawie nieznane. Nieznana była zresztą także herbata, kawa czy tytoń. Znano jedynie alkohol, który spełniał wiele różnych funkcji. Pito go w celach towarzyskich, medycznych, uspokajających, pobudzających i odurzających. Alkohol stał się najważniejszym europejskim środkiem odurzającym, a swoją dominującą pozycję zachował do dziś. Wiele nieznanych do tej pory środków psychotropowych Stary Świat poznał dopiero dzięki wyprawom badawczym, które doprowadziły do odkrycia obu Ameryk. Dzisiaj może szokować to, że morfina w Stanach Zjednoczonych w XIX wieku była tak samo powszechna jak alkohol, podobnie zresztą jak opium. W latach czterdziestych i pięćdziesiątych ogólnie dostępna w USA amfetamina w odbiorze społecznym nie różniła się niczym od mocnej kawy. Heroiny używano na masową skalę w medycynie jeszcze na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych XX wieku, chociażby w Finlandii. Nikogo to wówczas nie dziwiło. Ludzie po prostu nie zdawali sobie sprawy z uzależniającej siły takich „cudownych specyfików”…

*

Narkomania jest jedną z największych współczesnych plag wysoko rozwiniętych społeczeństw. Narkotyki – znane wprawdzie już od tysiącleci – nie stanowiły globalnego zagrożenia aż do drugiej połowy XX wieku, kiedy stały się tragedią dla milionów osób zażywających je oraz ich najbliższych. Zainteresowanie narkotykami na szerszą skalę pojawiło się w latach sześćdziesiątych, kiedy to cały świat miał do czynienia z prądami ruchów hippisowskich. Społeczność dzieci-kwiatów propagowała tolerancję, głosiła wolność, a jej członkowie uprawiali wolną miłość i… ćpali.

Rynek narkotykowy funkcjonował jeszcze wtedy według następującego modelu: ktoś, kto posiadał narkotyki lub wiedział, jak je produkować, skupiał wokół siebie wąski klan osób wtajemniczonych. Grupa taka miała charakter zamknięty, dopuszczenie nowych członków do grona użytkowników wymagało wielu zabiegów. Chętny musiał wyszukać osobę, która zechciała wprowadzić go do klanu, która mogłaby udzielić mu rekomendacji. Narkotyki przy tym modelu rynku, czy raczej modelu ich używania, rzadko wydostawały się poza wąski z reguły krąg wtajemniczonych.

Istotną przyczyną gwałtownego rozprzestrzeniania się narkomanii był rosnący szybko w siłę mafijno-kartelowy przemysł narkotykowy. Dysponował on olbrzymimi środkami na rozwój produkcji narkotyków, na ich dystrybucję i promocję – w tym dostarczanie pierwszych, bezpłatnych próbek – ale także na korumpowanie policji, sądów, polityków.

Niby wszyscy wiedzą, co to jest narkomania i jak wygląda narkoman. Jednocześnie większość jest przekonana, że sami są zbyt mądrzy, aby doprowadzić się do takiego stanu. Nikt sięgając po pierwszą działkę nie mówi: „będę ćpał, będę się stopniowo wyniszczał psychiczne i fizycznie, zacznę żyć ze strzykawką i igłą, z pokłutymi rękami, bez zębów, zniszczę sobie wątrobę, płuca, nerki, będę nosicielem żółtaczki czy wirusa HIV, będę stale niszczył swoje zdrowie, będę żył na ulicy, będę żebrał, kłamał, kradł, będę handlował własnym ciałem, utkwię w rozpaczy i nie wiem, czy zdołam się kiedykolwiek wyrwać z tej matni”.

Zdarzają się tacy, którzy próbują tylko raz – żeby zobaczyć, jak to jest. Sięgają po strzykawkę… no i się dowiadują. Zaczynają też wiedzieć, jak to jest być nosicielem wirusa HIV, a wkrótce dowiedzą się, jak się umiera na AIDS.

„Narkomania niszczy wszystko. Narkomania to sprzedać komuś towar skażony wirusem HIV, to oszukać klienta mieszając amfetaminę z cukrem, to ukraść koledze kurtkę, to wypchnąć swoją dziewczynę na ulicę po zarobek – twierdzi wieloletni terapeuta Wojewódzkiego Punktu Konsultacyjnego ds. Narkomanii w Katowicach mgr Jacek Stelmach. – Narkomania oznacza również zgnębienie najbliższych poprzez wykorzystanie ich uczuć, wyłudzenie od nich, co tylko się da, wpędzenie ich w rozpacz, naobiecywanie, nabranie i oszukanie.

(…) Moja prawda o narkomanii jest okrutna. Oparta jest na dramatach autentycznych ludzi. Jest to prawda straszna, ale jaka ona może być, gdy w poniedziałek umawiam się z pacjentem, że w czwartek pójdzie do szpitala się odtruć, z pacjentem, który stoi u progu życia, ma 18 lat, a we wtorek dowiaduję się, że już nie przyjdzie, bo znaleziono go martwego na ulicy. Jaka może być ta prawda, gdy rozmawiam z szesnastoletnią dziewczyną, «która nie jest głupia», bo przecież wie, co robi. Dziesięć miesięcy później widzę wrak człowieka pracującego przy autostradzie, w którym rozpoznaję moją szesnastoletnią rozmówczynię. W mojej prawdzie o narkomanii nie ma romantyzmu, szlachetności, przyjaźni. To wyobrażenia naiwnych”.

Ponieważ narkotyki od dawna służyły człowiekowi w walce z fizycznymi i psychicznymi cierpieniami, nic więc dziwnego, że taki zbawienny z pozoru – choć w rzeczywistości zgubny – wpływ na organizm człowieka wzbudził zainteresowanie wojskowych. Marzenia o posłusznej, a zarazem niezwyciężonej armii przyczyniły się w największym stopniu do masowego rozpowszechnienia narkotyków traktowanych jako idealne psychostymulatory.

Stres, przemęczenie, przygnębienie, strach, to naturalni towarzysze walczącego żołnierza – najsłabszego ogniwa wojny. Musi jeść, spać, jest narażony na ataki wirusów i bakterii. Nie zawsze dobrze widzi. Miewa poczucie winy… Tymczasem w trakcie wojny liczy się przede wszystkim efektywność działań. Jak więc ją podreperować? Najlepiej narkotykami. Cudowna pigułka, która sprawi, że żołnierz stanie się maszyną do zabijania. Nawet przez kilka dni z rzędu nie będzie musiał spać ani jeść. Wyzbędzie się poczucia winy. Zapomni o przygnębieniu i zmęczeniu. Amfetamina, heroina, barbiturany, morfina i inne opiaty, kokaina i różne środki medyczne doskonale sprawdzają się w roli takiego magicznego środka. To tylko niektóre ze wspomagaczy, którymi poprawiano sprawność żołnierzy…

*

Żołnierze ćpali na polu bitwy od zarania dziejów. Narkotyki i wojna przylegają do siebie ściśle, jak tunika Nessosa do Heraklesa[1]. Już Homer wspomina w Odysei o nepenthe – „napoju zapomnienia”, za pomocą którego próbowano łagodzić smutek i żal po poległych podczas wojny trojańskiej współtowarzyszach. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że była to mikstura z wina i soku z niedojrzałych makówek. W następnych wiekach o zażywanie tajemniczych środków pobudzających wolę walki i tłumiących lęk przed śmiercią podejrzewano Turków, Arabów i Mongołów.

Rolę opium doceniał w IV wieku p.n.e. Aleksander Macedoński zwany Wielkim. Na jego rozkaz hoplici greckiej falangi wdychali przed walką dym ze specjalnych makowych kulek, uodporniając się na ból po odniesionych ranach. Podczas rozpoczętego w 334 roku p.n.e. i trwającego 10 lat podboju rządzonej przez Persów Azji Mniejszej cały szlak tego niezwyciężonego zdobywcy znaczyły pola makowe uprawiane z jego rozkazu.

Większość armii w historii – od starożytnych Greków, poprzez wikingów, nazistów, Rosjan i Amerykanów, po współczesnych terrorystów – faszerowała się narkotykami. Odkąd tylko wymyślono wojny, ludzie zażywali narkotyki, aby zwiększyć swoje zdolności bojowe. Jak powszechnie wiadomo, zabijanie innych ludzi nie leży w naturze człowieka. Dlatego od wieków przeróżne społeczności i państwa próbowały pobudzać w wojownikach i żołnierzach – często poprzez brutalne szkolenia wyzwalające agresję – instynkt niszczycielski niezbędny do walk i prowadzenia wojen. Eksperymentowano z roślinami zawierającymi substancje, które wpływały pobudzająco zarówno na ciało, jak i umysł człowieka. Przykładem mogą być plemiona indiańskie, chociażby plemię Otomac z regionu Orinoko, którego wojownicy wciągali przed bitwą yopo – zawierający halucynogenne substancje sproszkowany wyciąg z drzewa Anadenanthera peregrina[2].

Naćpanych wojowników można było znaleźć wśród nordyckich berserków, wpadających pod wpływem sproszkowanych muchomorów w przypominające trans wojenne szaleństwo, wśród pobudzających się liśćmi koki Inków i wspomagających się opium Sikhów, najlepszych hinduskich bojowników, czy też żołnierzy walczących w wojnie secesyjnej. Dopiero era nowożytna, wraz z rewolucją przemysłową i odkryciami w dziedzinie chemii, przyniosła upowszechnienie narkotyków w skali globalnej.

Trzecią Rzeszę śmiało można uznać za prekursora twardej polityki antynarkotykowej. Substancje psychoaktywne były utożsamiane z zachodnią dekadencją zagrażającą narodowemu socjalizmowi. Za używanie narkotyków karano i to dotkliwie. Prawa o czystości rasowej zabraniały małżeństw z osobami uzależnionymi od substancji psychoaktywnych, a narkomanów zsyłano do obozów. W nazistowskiej propagandzie demoralizujące używki i trującą intoksykację utożsamiono dodatkowo z żydostwem.

Równolegle żołnierze Wehrmachtu, Luftwaffe i Kriegsmarine funkcjonowali na metamfetaminowym dopingu administrowanym przez armię. Ulubiony przez nazistów Pervitin, idealnie wpisuje się w ideał zrobotyzowanych aryjskich żołnierzy, prących do przodu za wszelką cenę. Cywile też brali Pervitin, który do lipca 1941 roku dostępny był bez recepty w pierwszej lepszej aptece.

Swój udział w rozpowszechnianiu narkotyków miały także wojny XX wieku, szczególnie te w Wietnamie i Afganistanie. Rządy państw uczestniczących w wojnach zaopatrywały swoich żołnierzy w narkotyki, które miały pomagać w przezwyciężaniu strachu, opanowaniu zmęczenia, głodu, łagodzeniu bólu fizycznego i pokonywaniu psychicznych oporów. Naziści upodobali sobie metamfetaminę, Amerykanie w Wietnamie palili marihuanę i wciągali kokę, wojska sowieckie w Afganistanie – haszysz i heroinę, zapijając to litrami wódki.

Środki psychoaktywne próbowano również wykorzystać jako broń przeciwko wojskom nieprzyjaciela. (Wykorzystanie do walki substancji, które działają na ośrodkowy układ nerwowy, to nic nowego – już Rzymianie zatruwali wino barbarzyńców atropiną). Jednak w systematyczny, zorganizowany i racjonalny sposób badania nad bronią tego typu rozwinięto dopiero w okresie zimnej wojny. To był czas sowieckich i amerykańskich eksperymentów, tworzenia wielkich programów finansowanych przez siły zbrojne od marynarki po wojska lądowe. Programy te obejmowały także badania nad wykorzystaniem dragów jako serum prawdy.

Bardzo istotne jest zastosowanie terapeutyczne i medyczne narkotyków. Żołnierze potrzebują silnych substancji przeciwbólowych i czegoś, co pozwoli im zredukować niezwykle wysoki poziom stresu. Walka na wojnie to doświadczenie ekstremalne. To nie jest coś naturalnego, co ludzie mają zapisane w genach.

Najważniejsze jednak zawsze było (i jest do dzisiaj) wzmacnianie za pomocą narkotyków fizycznych możliwości organizmu. Po to właśnie armia przepisuje żołnierzom stymulanty – żeby wydłużyć czas pracy, wzmocnić czujność, zwalczyć niewyspanie. Współczesne badania wykazują, że po miesiącu pobytu na pierwszej linii frontu 90–95 proc. żołnierzy ulega zupełnemu wyczerpaniu psychicznemu. Jeśli dowództwo uznaje, że są tam nadal niezbędni, konieczne staje się wzmacnianie ich wytrzymałości w sztuczny sposób. Skala tego procederu podczas obu wojen światowych jest nieznana, przypuszcza się jednak, że musiała być ogromna, skoro w Niemczech trwałe uzależnienie od narkotyków zaczęto określać mianem „żołnierskiej choroby”.

Niestety, narkotyki przez długi czas traktowano jako element normalnych racji żywnościowych, obok grochówki i konserw. Sami żołnierze najczęściej w ogóle nie byli świadomi, co łykają. Jednak nawet jeśli wiedzieli, to nie mieli świadomości przekraczania jakiegoś tabu, bo to tabu nie istniało też poza wojną. Jest to przykład, jak silnie pragnienie wygranej oddziałuje na ludzi biorących udział w walkach, pod jaką są presją i do czego są zdolni, aby osiągnąć zwycięstwo bądź chociaż zwiększyć swoje szanse w bezpośredniej walce z wrogiem.

W latach osiemdziesiątych historyk wojskowości John Keegan odpowiedział na pytanie: „Dlaczego żołnierze walczą?”, trzema słowami: „motywacja, przymus, narkoza”. (Chociaż później uznał swoją teorię za zbyt prostą). Dr Łukasz Kamieński z Uniwersytetu Jagiellońskiego, autor dzieła Farmakologizacja wojny. Historia narkotyków na polu bitwy uważa z kolei, że

„obok motywacji zapewnionej przez dehumanizujące wroga szkolenia wojskowe oraz przymusu «walki w imię narodu», które narzuca ludziom państwo, to właśnie «narkoza» odgrywa w sumie najważniejszą rolę: aby zabijać innych, człowiek musi się odurzyć. Narkotyki sprawiają, że żołnierze robią rzeczy, na które normalnie by sobie nie pozwolili; zapominają o swoim człowieczeństwie i stają się posłuszną armii maszyną do zabijania”.

*

Światowa Organizacja Zdrowia WHO wyróżniła następujące grupy substancji psychoaktywnych:

A. narkotyki:

  • opiaty
  • psychostymulanty
  • kokaina
  • marihuana i haszysz
  • halucynogeny
  • środki lotne

B. substancje legalne:

  • nikotyna
  • alkohol
  • leki nasenne i uspokajające

 

Zgodnie z powyższym podziałem autorzy usystematyzowali swoją pracę.

Dodatkowo, w zależności od działania psychofizjologicznego, środki psychoaktywne dzieli się na cztery grupy:

  1. Stymulanty – pobudzające układ nerwowy, a więc powodujące wzrost pobudzenia psychicznego i fizycznego (amfetamina, kokaina…).
  2. Depresanty – działające opóźniająco na układ nerwowy, a więc relaksujące, uspokajające, usypiające i wywołujące euforię (alkohol, opiaty…).
  3. Psychodeliki – zaburzające funkcjonowanie układu nerwowego, znacząco zmieniające percepcję rzeczywistości (LSD, ecstasy…).
  4. Konopie indyjskie i ich pochodne – wykazują działania stymulujące i depresyjne.

[1] Nessos – jeden z centaurów, w mitologii greckiej pół koni, pół ludzi, syn Iksjona i Nefele. Wygnany przez Heraklesa, zamieszkał nad brzegiem rzeki Euenos, gdzie pracował jako przewoźnik. Tam po raz kolejny napotkał znienawidzonego herosa. Herakles przepłynął rzekę wpław, swoją żonę Dejanirę natomiast powierzył przewoźnikowi. Nessos podjął próbę porwania Dejaniry, został jednak ustrzelony przez Heraklesa z łuku. Śmiertelnie raniony, przed śmiercią dał Dejanirze trochę swojej krwi, sugerując, że jest to środek, który zapewni jej wieczną miłość męża. Gdy po latach Dejanira dowiedziała się, że ma rywalkę, skorzystała z rady centaura i podarowała Heraklesowi tunikę nasączoną krwią Nessosa. Okazało się jednak, że krew była trucizną. Kawałki szaty przyległy do ciała Heraklesa, który za każdym razem, gdy próbował ją zerwać, obdzierał się ze skóry. Ostatecznie został żywcem spalony na stosie na własne żądanie. Zrozpaczona Dejanira popełniła samobójstwo.

 

[2]  Plemię Otomac zbiera strąki, które potem miażdży, zalewa wodą i fermentuje. Następnie dodawana jest do tego mąka z manioku (Manihot esculenta) i gaszone wapno z różnych odmian ślimaków lądowych ugniatanych do konsystencji sosu i gotowanych nad ogniskiem. Wysuszony produkt jest rozcierany na drobny proszek, a następnie wciągany przez nos.