Co to znaczy „dużo chorych” w kraju takim jak Indie?

Indie

Kilka dni temu zadzwoniła do mnie znajoma, żeby zapytać, czy mogę sprawdzić z którymś z moich znajomych w Indiach, czy naprawdę jest tam w tej chwili taka tragiczna sytuacja odnośnie chorych na covid. Powiedziała, że słyszała w telewizji, że codziennie w Indiach odnotowuje się 300 tys. nowych zachorowań.

Zapytałam jak diagnozowane są nowe zachorowania, ale ponieważ nie uzyskałam odpowiedzi, wyobrażam sobie, iż chodzi prawdopodobnie o pozytywne testy PCR. Jak już wielu z nas wie, testy te nie są wiarygodne. Często mamy wyniki fałszywie pozytywne jak i fałszywie negatywne. Ale załóżmy, że w Indiach naprawdę codziennie przybywałoby 300 tys. chorych osób. Czy byłoby to tak dużo? Żeby to ocenić najpierw musielibyśmy zastanowić się z jakim krajem mamy do czynienia. Otóż w Indiach mieszka obecnie około 1.397.423.000 ludzi. Porównując to z Polską, gdzie mamy około 37.660.000 mieszkańców, łatwo zauważymy, iż w Indiach mieszka około 37 razy więcej ludzi. Biorąc pod uwagę fakt, iż na początku kwietnia mieliśmy ponad 35 tysięcy nowych zachorowań (czy raczej pozytywnych testów), to żeby Indie dorównały Polsce, musiałyby one mieć około 1.295.000 zachorowań dziennie. Tymczasem Telewizja Polska straszy widzów indyjską apokalipsą, mimo że kraj ten ma 4 razy mniej zachorowań od nas.

Przy podobnych rozważaniach powinniśmy też wziąć pod uwagę gęstość zaludnienia, która w Polsce wynosi 123,6 na km2 a w Indiach 470,0 na km2 czyli jest prawie czterokrotnie większa. Poza tym Warszawa jest jedynym polskim miastem ze skupiskiem ludzi powyżej miliona (prawie 2mln mieszkańców), zaś w Indiach mamy dwa olbrzymie miasta, gdzie mieszka ponad 10 milionów mieszkańców (Nowe Delhi i Mumbai) oraz kilkadziesiąt miast gdzie ilość mieszkańców grubo przekracza milion. Myśląc logicznie, z powodu większej gęstości zaludnienia, to Indie powinny być, w przeliczeniu na liczbę mieszkańców, jednym z najmocniej dotkniętych przez covid krajów.

W tym prostym porównaniu widzimy, jak łatwo jest manipulować ludźmi poprzez strach. Wystarczy tylko prównać jeden kraj do drugiego, zupełnie do niego niepodobnego, nie biorąc pod uwagę podstawowych zasad matematyki, ażeby omamić miliony telewidzów informacjami, które z rzeczywistością nie mają nic wspólnego.

Podobne obserwacje poczynił ekonomista i dziennikarz z Indii Sanjeev Sabhlok, który w swoim artykule Tak, 850 osób umarło niedawno w jeden dzień na covid, ale codziennie w Indiach umiera 27 tys. osób wyraził opinię, żę „rządy, organizacje międzynarodowe i media głównego nurtu nadal podsycają strach i panikę w Indiach, nawet pomimo że fakty całkowicie zaprzeczają ich twierdzeniom.”

Napisał on również, że gdyby covid był tak groźny jak znana z historii hiszpanka to w Indiach roczne żniwo śmierci musiałoby być 3 razy większe, czyli umierałoby dodatkowo około 20 milionów ludzi.

Według badań jednego z najczęściej cytowanych naukowców na świecie, Johna Ioannidisa z Uniwersytetu Stanforda, śmiertelnośc na covid (infection fatality rate) wynosi około 0.15%. Jest to znacznie mniej, aniżeli wynikałoby ze zamanipulowanych danych opartych na błędnych testach PCR i fałszywych statystykach przyczyn zgonów. Kiedy pacjent z zaawansowanym nowotworem czy posocznicą ma też przy okazji dodatni test PCR, to w statystykach zgonów nie zostanie on ujęty jako zmarły na raka czy sepsę, ale na covid. Jest też wiele osób, które przeszły covid, nie robiąc żadnych testów. Mamy zatem dużo więcej osób, które już przeszły tę chorobę, aniżeli wynikałoby to z wadliwych testów. Krzyczenie więc, że w Indiach świat się wali (mimo że proporcjonalnie jest tam mniej zakażeń aniżeli w Polsce, a śmiertelność na covid niewiele różni się od śmiertelności z powodu grypy), jest oszustwem.

Wracając do wspomnianego powyżej Sanjeev Sabhlok’a warto też wspomnieć, iż w zeszłym roku postawił się on otwarcie lokalnemu rządowi Wiktorii w Australii, gdzie pracował jako ekonomista od 20 lat. Gdy został poproszony o usunięcie jego twitów krytykujących wprowadzenie restrykcji na wzór państwa policyjnego, zamiast ulec presji, oddał swoje wypowiedzenie umowy o pracę wraz z bardzo wymownym listem:

Drogi Dan[1],

Służyłem Twojemu rządowi jako ekonomista do 10 września 2020 r., ale zrezygnowałem, aby zaprotestować przeciwko twojemu państwu policyjnemu.

Nie przyjechałem do Australii, aby być niewolnikiem kapryśnego rządu. Nie wdrożyłeś zarządzania opartego na ryzyku, polityki opartej na dowodach ani analizy kosztów i korzyści. Nie ma żadnego uzasadnienia. Jest to po prostu kaprys.

Musisz teraz zresetować zasady w Wiktorii.

Ale jeśli nie, to odejdź!

Sanjeev Sabhlok

Od tamtej pory Sanjeev Sabhlok dołączył do grona ludzi otwarcie sprzeciwiających się kłamstwu i obłudzie, które wydały się zapanować na świecie od zeszłego roku.

Miejmy nadzieję, że grono ludzi myślących i odważnych będzie ciągle rosnąć, abyśmy jak najszybciej pożegnali czasy histerii i manipulacji, jakie zgotowały nam rządy oraz media, i żebyśmy dzięki rzetelnym relacjom dziennikarzy i ekonomistów takich jak Sanjeev Sabhlok mogli trafnie ocenić, czy 300 tysięcy zachorowań dziennie to dużo jak na taki kraj jak Indie.


[1] Dan Andrews – premier stanu Wiktoria w Australii

Podobne artykuły