Śmierć czyha w Nowym Jorku – Część III

Dzisiaj prezentujemy ostatnią część relacji z USA na temat fatalnego zarządzania kryzysowego gubernatora Nowego Jorku Andrew Cuomo. Błędne decyzje Cuomo dotyczące walki z Covid-19 kosztowały życie kilkanaście tysięcy seniorów. Gubernator do tej pory nie został pociągnięty do odpowiedzialności prawnej.


W czasie kiedy polityka gubernatora powodowała drastyczy wzrost liczby chorych i umierających w Nowym Jorku, on sam zajęty był pisaniem książki opiewającej efekty swego przywództwa w walce z pandemią i atakującej Donalda Trumpa ze rzekomą niekompetencję, cynizm i nieuczciwość. Na stronach  wydanej w październiku “American Crisis: Leadership Lessons From the COVID-19 Pandemic” Cuomo reklamuje się jako lider nie bojący się mówić twardej prawdy i zwycięsko walczący z groźnym wirusem. Pytanie dlaczego więc nie chce ujawnić prawdy na temat liczby ofiar Covida pozostanie bez odpowiedzi dopóki Cuomo nie uzna, że mu się to opłaca, choćby sądowo. Nie ma on też moralnych wątpliwości czy należało pisać na sprzedaż taką książkę podczas trwania epidemii. Zainkasował już za nią awansem kilkaset tysięcy dolarów. Pod wpływem krytyki poszkodowanych rodzin i pytań dziennikarzy gubernator powiedział, że przeznaczy część zysków za książkę na cele charytatywne, ale nie chciał ujawnić ile za nią otrzymał. Chyba tylko narcystyczne urojenie tłumaczy rozmijanie się z prawdą o własnym postępowaniu na skalę jaką to robi Andrew Cuomo w książce i w realu. Póki co, jej wydawca zawiesił promocyjne turnee gubernatora.

Wśród mało znanych danych dotyczących Covid-19 są ważne wskaźniki socjologiczne. W USA aż 42 % zgonów przypada na zaledwie 0.6 % populacji. Te zdumiewające liczby wskazują, że niemal połowa śmiertelnych ofiar koronawirusa to ludzie z domów opieki i innych ośrodków wspomaganego życia zbiorowego! Według danych Forbes’a  z ubiegłego roku  2.1 miliona Amerykanów – czyli 0.62 % ludności USA – mieszka w różnych domach opieki. Na bazie danych udostępnionych przez 43 stany widać, że aż 42 % wszystkich zgonów związanych z wirusem Covid miało miejsce w domach opieki. A może to być wynik zaniżony jak pokazuje Nowy Jork. Są stany USA, gdzie ponad połowa zgonów przypada na domy opieki, np. 70 % w Ohio , 69% w Pensylwanii, a w Minnesota aż 81 %. Tragedia polega na tym, że można było tego śmiertelnego żniwa uniknąć. Już w marcu ubiegłego roku wybitny epidemiolog ze Stanfordu prof. John Ioannidis ostrzegał, że nawet łagodne typy koronawirusa potrafią siać spustoszenie w domach opieki. Niestety, władze zignorowały te mądre słowa. Dziś wiemy z pewnością faktów po szkodzie, że niebezpieczne rozporządzenia gubernatora Nowego Jorku i innych stanów, np. New Jersey, Michigan, California czy Washington, nie znajdują żadnego usprawiedliwienia. 

W medialnej kampanii obnażania wyselekcjonowanych win nowojorskiego gubernatora uderza brak refleksji nad istotą skandalu. Establishment Partii Demokratycznej i służące im media wolą modny temat molestowania kobiet jako narzędzie do pozbycia się toksycznego Andrew Cuomo i osłony innych gubernatorów-demokratów obciążonych podobną winą. Ani Kamala Harris ani inne znaczące feministki nie wzywają Cuomo do ustąpienia. Nie miały takich zahamowań w jawnie spreparowanym oskarżeniu przeciwko sędziemu Kavanaugh. Nie mówi się ani o tragedii tysięcy starszych ludzi ani o innym waż-nym problemie. Jest nim akceptacja społeczna dla wysyłania starzejących się rodziców do domów opieki przez dorosłe dzieci. Skandal z Andrew Cuomo to nie tylko problem nowojorski. Ujawnia on moralne bankructwo współczesnej kultury. Nie ma w niej moralności, sumienia ani Boga. Nie ma wstydu. Jest walka o władzę i niepohamowana żądza zysku. Jest dążenie do wygody życia za wszelką cenę. Burzy go sama obecność starszych ludzi, tym bardziej niesprawnych. Większość mieszkańców domów opieki to ludzie niechciani przez bliskich, choć jest to temat tabu. Tylko mały odsetek stanowią ci, którzy nie mają dzieci ani wnuków lub są całkowicie niezdolni do samodzielnego życia. Trzeba odwiedzić kilka takich domów, by odczuć panującą tam samotność i ból opuszczenia. Odkryć skrywane poczucie krzywdy u ludzi, którzy po latach poświęconych na wychowanie dzieci znaleźli się poza ich wygodnymi domami na starość. Mieszkają pod wspólnym dachem, ale z obcymi. Za towarzystwo mają włączone telewizory. Nie mają obecności najbliższych ludzi ani szczególnie potrzebnego w starości poczucia bezpieczeństwa i opieki duchowej. Pogrzeb kolejnego mieszkańca pod wspólnym dachem to dominujące wydarzenie towarzyskie. Jeden Bóg wie, ilu mieszkańców amerykańskich domów opieki zachowało ufność do końca, a ilu odchodziło w goryczy i rozpaczy. Tylko On wie kto – jak Rotmistrz Pilecki – ma swoje motto: ”Starałem się tak żyć, żebym w godzinie śmierci mógł się raczej cieszyć niż lękać”.

Nam żyjącym trzeba “śpieszyć się kochać ludzi, bo szybko odchodzą” i pamiętać, że “pod wieczór życia będziemy sądzeni z miłości”.

Lucyna Kondrat

Podobne artykuły